takie sobie przemyślenia

Ostatnio, a praktycznie od zawsze, strony używaliśmy do pisania newsów o tym gdzie byliśmy, co zrobiliśmy i jakie mamy plany.

A ja właśnie siedzę i myślę. Myślę o wyjeździe, o moim najprawdopodobniej niezdanym dzisiejszym egzaminie i o jego przedmiocie, czyli bezpieczeństwie międzynarodowym. I samemu się dziwiąc to wszystko układa się w jedną całość.

Wczoraj uczyłam się do egzaminu, przerywając ją od czasu do czasu zrobieniem dziesiątej herbaty tego dnia, sprawdzeniem co tam nowego w przewodniku o Indiach, czy nie zmieniła się mapa świata nad moją głową itp.. itd.. Uczyłam się różnych bezpieczeństwach, ekologicznym, żywnościowym, zdrowotnym…A zaraz potem czytałam, że w Azji żyje 500mln ludzi, którzy mają dziennie mniej niż 2$ na przeżycie. Już to zaczęło mi się łączyć z podróżami, choćby z niektórymi miejscami, w których byliśmy.

Dzisiaj wyszłam z feralnego egzaminu i zaczęłam rozmawiać z Michałem o jego planowanym wyjeździe, o odwlekaniu stałej pracy, żeby można było jeszcze trochę pojeździć. Ja także zdradziłam mu trochę planów i tak ruszyliśmy oboje do pracy.

Minęły dwie godziny w pracy, a ja właśnie oglądam film Ani i Robba z Indii plus opis z tego wyjazdu, gdzie w drugim akapicie jest napisane: „Na wymycie się nas dwojga wystarcza nam 1,5 litra wody. Kiedyś wrócimy do Europy i znów będziemy bezlitośnie roztrwaniać tyle samo na umycie chociaż twarzy” co przypomina mi moją wczorajszą naukę o bezpieczeństwie żywnościowym…

Mam wrażenie, że ta cała układanka wczorajszych i dzisiejszych wydarzeń jest przeze mnie układana w taki sposób, żeby mi się podobało, ale chyba tak po prostu jest. Człowiek widzi to co chce widzieć.

Cóż – czas wracać do pracy, później wybrać lampki do szafy, farby do pokoju, zrobić zakupy i wreszcie wrócić do domu i znowu spojrzeć na mapę nad kanapą…

Pozdrowienia!