Uwaga! Lawiny!

Tak, tak – każdego roku można usłyszeć w mediach opisu wypadków lawinowych z Tatr czy Alp. Bardzo rzadko lawiny „schodzą same”. W większości przypadków to my – turyści, narciarze, wspinacze – im pomagamy.

Pomimo, że trochę wiemy już na ten temat, w połowie stycznia pojechaliśmy na jeszcze jedno szkolenie lawinowe. Tym razem organizowane było przez TOPR i portal Outdoor.org.pl, a odbyło się w schronisku na Polanie Chochołowskiej.

Do Zakopanego dojechaliśmy bardzo wygodnym i całkiem czystym pociągiem z tzw. „tanią kuszetką”. Muszę przyznać, że była to dla mnie duża nowość, bo chyba pierwszy raz w polskim pociągu podróżowałem tak komfortowo. Nie potrzebowaliśmy nawet zatyczek do uszu  (jak zawsze w plecaku), a po niecałych 11 godzinach zameldowaliśmy się w stolicy polskich Tatr.

Plan na piątek był taki, żeby spokojnie dostać się do schroniska. Po spokojnym spacerze w Dolinie Kościeliskiej i przejściu do Chochołowskiej Ścieżką nad Reglami znaleźliśmy się na miejscu. Przy okazji warto wspomnieć, że Ścieżka nad Reglami nie należy do najprzyjemniejszych tras narciarskich, szczególnie przy zjeździe:)

Od popołudnia pojawiały się kolejne znane i mniej znane nam osoby z forum outdoorowego. Szkolenie rozpoczęło się wieczorem krótkim wykładem wprowadzającym, po którym nastąpił równie wprowadzający, ale nieco dłuższy wieczorek zapoznawczy 🙂

Rano jeszcze szybki wykład i mogliśmy pójść „w śnieg”. Zadania polegały na szukaniu jednego albo kilku „zasypanych”, przy czym pozorowaliśmy najróżniejsze warianty, łącznie z zawiśnięciem na drzewie i zakopaniem pod ławką przy szlaku. Bo przecież nigdy nie wiadomo co się stanie.

Szkolenie
Baza ćwiczeniowa

 

Loża szyderców, czyli Agnieszka i Mirek

W trakcie ćwiczeń mogliśmy obserwować co robić i czego unikać, a z każdym znalezionym i odkopanym detektorem wiedziałem coraz bardziej, że to jedne z tych umiejętności, które trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i … ćwiczyć.

Po kilku godzinach wróciliśmy do schroniska i rzuciliśmy się w wir wykładów. Lawinoznawstwo to bardzo szeroka dziedzina. Topografia, meteorologia, glaciologia, psychologia i jeszcze inne „logie” składają się na to, że tematów do omówienia jest bardzo dużo. Na szczęście Mirek i Marcin bardzo fajnie przekazywali wiedzę, wspomagając się przykładami we swojej narciarskiej i ratowniczej praktyki.

Wykłady przeszły w dyskusje w podgrupach – było o nartach, lawinach, jaskiniach, podróżach i jeszcze kilku interesujących sprawach.

Odbyła się też tajna sesja zdjęciowa dla jednego z wiodących producentów sprzętu górskiego. Pochwalę się, że byłem modelem 🙂

W niedzielę wybraliśmy się w stronę Rakonia, ale psująca się pogoda nie pozwoliła nam wyjść zbyt wysoko. Tym razem robiliśmy profile śnieżne i tzw. trójkąty Muntera, czyli badaliśmy czy śnieg jest stabilny. Pomimo, że z „trójki” zrobiła się „dwójka” stabilny nie był.

 

Przygotowanie profilu i trójkąta Muntera

Zrobiliśmy co było do zrobienia, przepięliśmy się do zjazdu i siuuuuu, w stronę schroniska. Puchu dużo, więc jazda była przyjemna. Później tylko obiad, w miarę sprawny zjazd do parkingu i piwo w Dworcu (tak, tak – „w” Dworcu… Tatrzańskim u Iny).

Po prawie 10 godzinach w pociągu dojechaliśmy do Poznania. W domu byliśmy ok 7:40, a o 9:00 zwarci i gotowi zameldowaliśmy się w pracy.

I to się nazywa aktywny wypoczynek 🙂

 

Więcej zdjęć znajdziesz znowu w naszej galerii – chyba wracamy do tego dobrego zwyczaju