Wigilia w Ushuaia. Od rana Luca i Izabel, wlasciciele hostelu, w ktorym mieszkalismy przyrzadzali niestworzone ilosci jedzenia. My zabralismy sie do krojenia warzyw, ktore potrzebowali do makaronow, salatek i innych potraw. Ze wzgeldu na to, ze Luca jest wlochem przewazaly makarony. Jedno danie, na zimno zrobil z 2kg makaronu, druga pasta al horno (dwie warstwy makaronu, przeplatene z pulpetami, dwoma sosami – wszystko razem zapieczone), na cieplo z 1,5kg.
Życzenia Świąteczne
23 grudnia 2006. Napisał/a: Agnieszka
Juz jutro Wigilia. My powoli zaczynamy przygotowania i jutro usiadziemy przy stole w miedzynarodowym towarzystwie. Bedzie grill (zwany tutaj parilla), makarony (wlasciciel hostelu jest Wlochem) i duzo innych rzeczy.
Na pewno beda to inne Swieta, ale przeciez inne nie znaczy gorsze. Troche brakuje nam atmosfery i klimatu, ale mamy oplatki i galazke z choinki (dziekujemy Mamom!), wiec nie jest az tak zle.
zdjęcia, ponownie Ushuaia
21 grudnia 2006. Napisał/a: Agnieszka
Zdjecia. W koncu, bo dlugich bojach i problemach technicznych udalo sie nam umiescic wszystkie zalegle zdjecia na stronie. Znajdziecie 7 nowych galerii (Antarktyda i Ushuaia, La Paz i zjazd rowerowy w dol The World;s Most Dangerous Road, Salar de Uyuni, Potosi, park narodowy Torres del Paine, lodowiec Perito Moreno i Machu Picchu). Galerie zbudowane sa inaczej niz poprzednio, ale przez to wszystko dziala jak powinno i nawet troche szybciej.
Fitz Roy, czyli lekcja cierpliwości
11 grudnia 2006. Napisał/a: Agnieszka
My juz wrocilismy z El Chalten i znowu jestesmy w El Calafate. Przesiedzielismy 3 dni pod Fitz Roy`em i … nic. Nie zobaczylismy go wcale! Caly czas padalo i wialo (mocno!). Glownie jsiedzielismy w namiocie, jedlismy, rozwiazywalismy sudoku (taka japonska krzyzowka) i rozmawialismy. Obudzilismy sie nawet o 3 rano zeby wyjsc na wchod slonca, bo podobno jak juz jest to jest pieknie, ale … kap.kap.kap, obrocilismy sie na drugi bok i spalismy do rana.
Ushuaia, Torres Del Paine, El Calafate itd
8 grudnia 2006. Napisał/a: Agnieszka
Z Ushuaia ruszylismy autostopem. Bylo naprawde ciekawie i co najwazniejsze – szybciej niz autobusem. Co prawda w jednym miejscu czekalismy ponad 2 godziny, ale nie ma na co narzekac. Dowiedzielismy sie troche o stosunkach Argentynczycy- Chilijczycy, o tym ze w Brazylii nie ma dobrego miesa i ze Chilijczycy nie chca przyjmowac pomocy z zewnatrz.




