Po powrocie do Quito zaczelismy zastanawiac sie nad kupnem biletu do Nowej Zelandii. W zwiazku z tym sprawdzilismy raz jeszcze jak wyglada sprawa z praca w NZL i tutaj nabralismy pewnych watpliwosci. Dotychczas zylismy w przekonaniu, ze pozwolenie na prace dostaniemy bez wiekszych problemow, a okazalo sie, ze nie tylko my, ale także nasz potencjalny pracodawca musi spelnic pewne wymagania. Glownym problemem jest to, ze musi on udowodnic miejscowym wladzom, ze zatrudnienie nas jest dla niego z jakichs powodow lepsze niz przyjecie Nowozelandczyka.
Po kilku godzinach spedzonych na przeszukiwaniu internetu doszlismy do wniosku, ze wcale moze nie byc tak rozowo jak sie nam wydawalo. Wynikiem tego wszystkiego mogla byc pustka w naszym portfelu i koniecznosc wczesniejszego wrocenia do Polski. Zaczelismy, wiec, na zapas zastanawiac sie jakby obejsc ten ;drobny; problem. Napisalismy do rodzicow (i nie tylko) maila, ktorego glowna część obejmowala trzy mozliwosci wyboru dalszej trasy: (ponizej cytat z maila napisanego przez Agnieszke)
OPCJA 1. Pojechac tak jak chcielismy z Am. Pld. Do NZ – bez wizy o prace, ale szukac jej, jesli nie, to uciekac do Azji, badz Australii (gdzie pracy tez prawdopodobnie nie dostaniemy) i byc stratnym o bilety lotnicze.
OPCJA 2. Z Am. Pld. Omijajac NZ i Australie poleciec do Azji, gdzie spedzic wiecej czasu, wrocic moze przez Indie. Tansza opcja, ale decyzje o opuszczeniu NZ i Australii trzeba podjac juz teraz ze wzgledu na szybko drozejacy bilet lotniczy (chyba ze potem kupic drogi).
OPCJA 3. Poleciec z Am. Pld. Do NZ. Na miejscu szukac pracy i rownoczesnie rozgldac sie za jakims jachtem, z ktorym moznaby poplynac jako zaloga. Opcja gdzie najwiecej jest niewiadomych. Daje mozliwosc zwiedzenia NZ, znalezienia pracy (lub nie), znalezienia zalozi (lub nie) i stracenia pieniedzy na bilety lotnizce (lub jesli wszystko sie uda, przezycia kolejnej przygody).
Pozniej zaczelismy szukac w internecie i znalezlismy cos co nas zmrozilo – ogloszenie na jednym z portali zeglarskich, z trescia, ze szukaja ludzi, ktorzy chcieliby dolaczyc do zalogi nowozelandzkiego jachtu badawczego, który bedzie plynal z Galapagos przez Markizy, Tuamoty, Wyspy Cooka, Tonga do Nowej Zelandii… Od razu wyslalismy maila z zapytaniem, czy przypadkiem nie chcieliby nas zabrac i zaczelismy bardzo intensywnie myslec. Czy poplyniemy, czy tak bedzie lepiej, czy kiedys przyjedziemy do tych wszystkich krajow Am. Poludniowej, które opuscimy, czy i tak wystarczy nam pieniedzy itd. Niesamowita hustawka nastrojow, od radosci do zwatpienia i mysli tak tloczace sie w glowie, ze nastepnego dnia rano bylismy zmeczeni jakbysmy w ogole nie spali. W tym czasie dostawalismy odpowiedzi na naszego maila (za które bardzo dziekujemy). Wiekszosc glosow byla za kontynuowaniem podrozy wyznaczona trasa, czyli na poludnie. Wszyscy twierdzili, ze praca sie znajdzie i ze na pewno sobie poradzimy. Duzo dobrych slow i wiary w nas. Jeszcze tego samego dnia wieczorem dostalem maila z jachtu Evohe (plynacego do NZL) – maja juz skompletowana zaloge. I znowu mieszane uczucia. Pomimo, ze czekalismy na tego maila to nie cieszylem sie zupelnie, ze go dostalismy. Chyba za bardzo nastawilismy sie (szczegolnie ja), ze poplyniemy w kierunku tych tropikalnych wysp, ze przez dwa i pol miesiaca bedziemy zeglowali po Pacyfiku w kierunku Nowej Zelandii. To nie bylo dobre. W koncu wszystko sie wyjasnilo – jedziemy dalej na poludnie, odwiedzimy nieznane nam kraje, poznamy ludzi i dalej bedziemy uczyc sie tego co obok nas, samych siebie i siebie nawzajem.
Podjelismy decyzje, ze pojedziemy jedziemy do Parku Narodowego Cotopaxi, który swoja nazwe bierze od wulkanu Cotopaxi (5897 m.n.p.m.). Posiedzimy dwa dni u podnoza gory robiac zdjecia i odpoczywajac po trudych dniach. No i jak zwykle okazalo sie inaczej:) Zamiast zostac w Lacatundze (miescie najblizej parku) wsiedlismy w kolejny autobus i dojechalismy do Banos, 150 km na poludnie. Banos to miasto u podnoza wulkanu Tungurahua, którego ostatnie dwie erupcje byly w lipcu i sierpniu tego roku. Niedalego miasta droga jest calkowicie zniszczona, 40 domow zostalo zmiecionych z powierzchni ziemii, a samo Banos przez tydzien bylo odciete od swiata. Niesamowite jak szybko wszystko wrocilo do normy. Miasto jest centrum turystycznym, gdzie obok basenow termalnych funkcjonuje ok 30 (jezeli nie wiecej) agencji turystycznych oferujacych wycieczki do dzunglii, wspinaczke na Cotopaxi i Chimborazo, rafting, canyoning i wiele innych atrakcji. Przyjechalismy tu, bo chcielismy odpoczac. Czulismy, ze tego potrzebujemy. Jednak jeszcze wieczorem trafilismy w hostelu na opis wejscia na wulkan Cotopaxi i ze w cenie wyjazdu agencja zapewnia skorupy, raki i czekany. To wlasnie brak odpowiedniego sprzetu powstrzymywal nas od proby wejscia na jakakolwiek wyzsza gore. Okazalo sie, ze pomimo moich duzych stop maja odpowiednie skorupy i ze kolejne wejscie jest nastepnego dnia. Szybka decyzja: jedziemy. Caly dzien nie moglismy uwierzyc, ze pojedziemy i sprobujemy wejsc na wulkan wyzszy od Mont Blanc i Elbrusa. Nastepnego dnia po 4 godzinach w samochodzie (obowiazkowo terenowym z napedem na 4 kola, bo inaczej dojechanie do parkingu w parku narodowym jest prawie niemozliwe) znalezlismy sie na parkingu pod schroniskiem. Parking polozony jest na wys… 4500 m.n.p.m.!! Tam zalozylismy skorupy, wzielismy plecaki i caly sprzet i po 50 minutach spokojnego podejscia bylismy w schronisku (4800 m.n.p.m.). Cos do zjedzenia, ubieramy sie i idziemy w strone lodowca cwiczyc chodzenie w rakach. Prawda jest taka, ze dla mnie byl to pierwszy raz w chodzeniu po gorach z takim sprzetem. Agnieszka wczesniej chodzila zima po Tatrach. Pomimo, ze na poczatku padal snieg i strasznie wialo pogoda poprawila sie, zaswiecilo slonce i zobaczylismy… szczyt (el cumbre). Niesamowita czapa sniezna jakis kilometr powyzej nas. Po cwiczeniach bylismy bardzo zadowoleni, ze tam przyjechalismy. Snieg, gory, slonce, radosc i poczucie, ze robimy to co nas bawi. Wieczorem w schronisku cos do jedzenia, chwile porozmawialismy z przewodnikami i ok 19:30 poszlismy spac, i tu zaczely sie problemy. Nie moglem zasnac, bylo mi zimno i co chwile ktos chodzil mi nad glowa. Koszmar. W koncu wstalismy ok polnocy i przygotowalismy sie do wyjscia. Mielismy cos jeszcze zjesc, ale bylem tak zmeczony, ze nie moglem w siebie nic wepchnac. Kurtki, spodnie, skorupy, raki, czekany, czolowki na glowach i plecaki. Tak przygotowani wyszlismy na zewnatrz. Snieg i bardzo silny wiatr – to wszystko co nas tam zastalo. Zaczelismy podchodzic i po jakichs 30 minutach doszlismy do lodowca, gdzie zalozylismy raki. Zwiazani lina ruszylismy dalej. Zacinajacy snieg, swiatlo czolowki obejmujace glownie plecy Agnieszki i skupienie nad kazdym krokiem. Noga, noga, czekan, noga…. tak bez konca. Okazalo sie, ze w temacie techniki poruszania sie w rakach po tak stromym terenie jeszcze wiele musimy sie nauczyc. Szlismy w gore, ale bylo mi coraz ciezej. Niewyspanie i mala ilosc jedzenia (malo energii) dawaly o sobie znac. Szedlem, ale coraz wolniej. Kilka chwil na odpoczynek i dalej w gore. Nie czulem sie dobrze. W koncu zatrzymalismy sie, zeby wypic troche wody. Zdjalem lapawice, zeby wyciagnac wode z plecaka Agnieszki i w tym momemcie… dramat… rekawica poleciala w dol… Swoje lapawice mam zawsze przywiazane na specjalnych sznurkach, a te ich nie mialy i zupelnie o tym zapomnialem. Widzielismy tylko jak rekawica zjezdza w dol po lodzie i skalach pchana jeszcze przez wiatr. Pomimo, ze zaczalem szybko za nia schodzic nie mialem szans jej znalezc. Ciemna noc, padajacy snieg i wiatr skutecznie to uniemozliwily. Mimo, ze mialem zapasowe rekawice i tak nie byly one odpowiednio cieple, zeby kontynuowac wchodzenie. Poza tym zmeczenie i brak sil tez nie wrozyly najlepiej. Poczekalem az Agnieszka i nasz przewodnik zeszli i powiedzialem, ze nie dam rady wejsc. Bylo mi niesamowicie glupio i przykro, ale z drugiej strony wiedzialem, ze mamy jeszcze co najmniej 4-5 godzin podejscia. Dzien przed wyjazdem na Cotopaxi rozmawialismy z Agnieszka o takiej sytuacji: co bedzie jak ktores z nas nie wytrzyma. Ustalilismy, ze chcielibysmy, zeby druga osoba kontynuowala. Tez chcialem zeby tak bylo tym razem, ale warunki i nieznajomosc zejscia spowodowala, ze wszyscy zaczelismy schodzic. Szukalismy jeszcze lapawicy, ale wiatr poniosl ja gdzies daleko. Po czterech godzinach od wyjscia bylismy z powrotem w schronisku. Ja wypilem pol butelki wody i poszedlem spac, a Agnieszka rozmawiala jeszcze z przewodnikiem. Myslalem, jeszcze, ze prawda jest taka, ze lepiej wycofac sie i moc sprobowac jeszcze raz w przyszlosci niz pchac sie w cos co moze sie roznie skonczyc. Jak powiedzial jeden z ludzi w schronisku: gora bedzie tu stala jeszcze w przyszlym roku i za dziesiec lat. Znowu problemuy z zasnieciem, ale byl juz lepiej. Ok 6 rano okazalo sie, ze nikt z ok 25 osob atakujacych szczyt tej nocy nie doszedl tam. Chlopak, który byl na 5650 m.n.p.m. mowil, ze wialo tak mocno, ze musial sie czolgac przytrzymujac sie czekanem i rakami, zeby go nie zwialo. Wszyscy lezeli w spiworach i probowali spac, ale bylo niesamowicie zimno. Po kilku godzinach zebralismy sprzet, zeszlismy do parkingu i ruszylismy w droge powrotna do Banos. Szczesliwi, ze moglismy tam byc, razem, ze zdobylismy nowe doswiadczenia i nauczylismy sie czegos na przyszlosc. Wiemy juz teraz, ze to nie ostatnie nasze spotkanie z gorami i ze chcielibysmy wrocic kiedys do Ekwadoru. Po powrocie do hotelu dochodzilismy do siebie i odpoczywalismy. Nastepnego dnia wzielismy rowery i ruszylismy na 60 kilometrowa trase do Puyo. Wiekszosc prowadzi w dol, ale tak naprawde to podjazdy nas niszczyly. Od ponad dwoch miesiecy nie jezdzilismy na rowerach i nie bylo nam latwo. Mimo wszystko, widoki, rozlegle doliny i wodospady, które sa rozsiane wzdluz calej trasy wynagrodzily nam cale zmeczenie. Z ciekawszych punktow trasy: tunel szerokosci ok 3 metrow, zupelnie nie oswietlony i dostepny dla wszystkich autobusow, ciezarowek i samochodow. Wjechalismy tam (jedyna mozliwosc) i kiedy bylismy w polowie uslyszelismy nadjezdzajacy z tylu autobus. Przyspieszylismy, ale w tunelu bylo tak ciemno, ze w glowie siedziala tylko mysl: kiedy sie wywroce. Swiatelko w tunelu bylo coraz blizej. W koncu udalo sie wyjechac. W tym samym momencie kierowca, ekwadorskim zwyczajem, zatrabil kilka razy i pojechal dalej. My tylko cieszylismy sie, ze nas nie rozjechal i rzucilismy kilka ;cieplych slow; pod jego adresem. Trase skonczylismy po 50 kilometrach w miejscu, gdzie rodzinka smazyla swieze pstragi. Swietne zakonczenie dnia:) Po powrocie do Banos oddalismy rowery i… podjelismy decyzje, ze nastepnego dnia (dzisiaj) jedziemy na canyoning. W prostych slowach schodzenie i zjezdzanie w dol wodospadow. Rano zalozylismy pianki, specjalne kurtki, uprzeze (troche inne niz wspinaczkowe), wzielismy potrzebny sprzet (liny, karabinki itd.) i pojechalismy pod wodospad. Tam proby zjazdow (przydalo sie doswiadczenie ze zjezdzania z mostow w Polsce) i ruszylismy w gore do pierwszego wodospadu. Dwanascie metrow wody lecacej po skalach, prawie pionowo. Przewodnicy zakladaja stanowisko do zjazdu, a my zbieramy sie w sobie:) Agnieszka pierwsza. Niesamowita sprawa, zaufanie do sprzetu, liny i siebie, bo samemu kontroluje sie predkosc zjazdu. Kierunek jest bardziej narzucany przez niesamowicie silny strumien wody. Po ok 10 metrach trzeba stanac (zablokowac line). Szybkie sprawdzenie sytuacji, spojrzenie na przewodnika. On: 1,2,3 – GO!! I w tym momencie trzeba skoczyc do tylu puszczajac line… Po sekundzie spada sie ok 2 metry i wpada do ;basenu; – miejsca gdzie woda wydrazyla dziure glebokosci 3 metrow. Adrenalina naprawde daje o sobie znac. Po pierwszym razie jestesmy niesamowicie szczesliwi i zadowoleni. Powtorka tego samego wodospadu. Troche pewniej, ale i tak nie obylo sie bez wywrotki. Wystarczy wtedy zablokowac line, stanac (cialo i skala musza stanowic kat prosty, wiec przez wiekszosc czasu jest sie w poziomie) i zjezdzac dalej. W czasie, kiedy jeden z przedownikow zwijal stanowisko my zjechalismy po… skalnej zjezdzalni. Siada sie na skale i zjezdza do ;basenu;, jakies 5 metrow w dol. Bez liny itd., bo kto widzial dzieci zjezdzajace na placu zabaw z linami;) Nastepny wodospad byl nizszy, ale trudniejszy technicznie. Na koncu kolejny skok, tym razem troche nizszy. Za kazdym razem przewodnicy pokazywali nam jak zjezdzac, ktoredy najlepiej itd. Po tym wstepie poszlismy do ostatniego wodospadu. Czterdziesci piec (tak – 45) metrow pionowej skaly, po ktorej leca masy wody!! Tutaj cala zabawa polegala na zjechaniu 3 metrow na skalna polke. Tam z pomoca przewodnika trzeba przepiac sie do kolejnej liny, zjechac 2,5 metra w dol i…. koniec skaly. Ale tak naprawde poczatek zabawy. Trzeba opuscic sie tak ze wisi sie glowa w dol, opuscic nogi i zaczyna sie czterdziestometrowy zjazd po linie w strumieniach spadajacej wody wodospad. Najblizsza skala jakies 5 metrow od nas, ziemia pod stopami jeszcze dalej tworzacej , a my wisimy i powoli opuszczamy sie w dol. Adrenalina, szczescie, poczucie spelnienia – ciezko to opisac. Po skonczonym zjezdzie wyciagam aparat z wodoszczelnego worka i przygotowuje sie do robienia zdjec Agnieszce. Pyl wodny od razu pokrywa aparat, ale za bardzo nie zwracam na to uwagi. Jest dobrze:) Agnieszka zjezdza, i dopiero zdaje sobie sprawe jak naprawde to wszystko wygladalo. Zwijamy sprzet i stopem (na pace pick-up;a) wracamy do Banos. Mokrzy, ale szczesliwi. Zmeczeni, ale zadowoleni. Tak chyba wyglada i czuje sie szczesliwy czlowek. Jest dopiero 12:50, a my juz zdazylismy podniesc poziom adrenaliny do poziomu, ktorego niektorzy nie osiagna przez cale zycie. Pocieszajace – ze tak mozemy i chcemy; razem. Po poludniu dochodzilismy do siebie, czytalismy ksiazki i w koncu napisalem tego strasznie dlugiego newsa. Juz robi sie ciemno, w Polsce jest 1:30, a my tutaj myslismy co by zjesc na obiad. Jutro byc moze ruszymy nad ocean, zeby troche odpoczac – mamy po czym. Potem ruszamy do Peru.
W galerii sa dwa nowe albumy ze zdjeciami (pierwsze od gory) – zapraszamy.
Pozdrawiamy
P.S. Prawdopodobnie w sobotniej Gazecie Wyborczej bedzie artykul o nas. Jeszcze nie jest to pewne, ale ostrzegamy:) Bedziemy wdzieczni jak ktos go zeskanuje i przesle nam mailem.
I’m disappointed to see that in the pursuit of my insightful analysis of.
Came clueless, left worried. Thanks for the post. – If a program is useful, it will have to be changed. Attributed to Laws of Computer Programming
Healthcare coding (at times named professional medical classification) may be the procedure wherever by descriptions of medical methods and diagnoses are labeled by normal professional medical codes. The codes are derived from a range of sources which includes notes built by medical doctors, radiology and lab outcomes and are used by authorities well being organizations too as insurance companies. These codes alter regularly as new know-how is produced. Health-related coding lessons at health-related coding universities train pupils to be appropriate for health-related coding careers.You will discover health care billing and coding programs which educate college students in equally regions, as they overlap to some extent so it makes sense to educate workers in each, specifically for work in modest health care practices, wherever both careers may be accomplished by one human being.The “baby-boomer” generation is now starting to retire, creating greater have to have for healthcare. This can make health care careers an exceptionally excellent choice currently and professional medical billing and coding colleges are readily available to provide pertinent vocational instruction for individuals searching for careers on this spot.
There isn’t anything inherently evil with regard to.
What a good way to discuss
But I should simply deflect that as much as possible.
Good post, but it would be better if in future you can share more about this subject. Keep posting.
That book will hopefully give you some concepts in that area.
Hi Sabrina,You get all this wrong! In the last post you can the right explanation understandable.
Freaking thanks for this, just wanna let you know I bookmarked to ur blog too……thnks =))
liked this article!
brilliant writing, interesting and right to the point
I saw something about that subject on TV last night. Nice article.
Awesome share, thanks a lot.
Thank you for one more excellent post. Keep rocking.
Would you mind if I reference a few sentences from your post? I’m researching for project for highschool. Thanks!
I am completely right respecting it.
I just got some great bloging ideas just by browsing your blog…
Hi. Very interesting site. I found it on Yahoo. I will definately recommend it to my friends. Please keep up the great work.
Fernando Choreographer produced a stunning lap to fascinate Ferrari’s prototypical impel line of 2010 at the Piano Prix.
Venus Ballplayer to Kim Clijsters when she fails to locomote to the time on key points during the light
I saw something about that subject on TV last night. Nice post.
Lovely post, thanks a lot
Thank You for the greet post – I love reading it!
Totally agree. Please visit vinyl windows Toronto, new vinyl house windows arrive in diverse shapes and sizes and though they are normally tough, there are brands that are outstanding amongst the relaxation. But then once again, new vinyl glass windows offer a lot more advantage than classic wood glass windows as they have a tendency to last longer and that they are engineered to be more long lasting than the standard varieties of glass windows.If you are hunting for the greatest and most sturdy brand name, then you can usually attempt the House windows. What is Vinylfantastic about this brand is that they are produced from tough products. In addition, the components are engineered to generate one thing that is extremely powerful and resistant to the distinct conditions of weather. check more at vinyl windows Toronto
Glenne Baxter is the of articles relating to rejuvenation and leisure in sharm el .
Hey this is a magnificent blog I should confess. even though i do not be in agreement with all the things talked about here I do have the same opinion with a good number of the thigs. Nice blog will visit again. Thanks
Numerous divers eff unrecoverable there lives here due to caverns and not managing there eupnoeic equipment properly. But it is quite harmless for snorkelling.
your website is not showing up correctly in my browser…
Hey this is a great blog I should acknowledge. although i do not come to an agreement with every one of the things talked about here I do agree with a large amount of the thigs. Nice blog will visit again. Thanks
What a good way to discuss