Ostatnie 2 tygodnie byly bardzo, bardzo intensywne. Po wioslowaniu w Abel Tasman odpoczelismy troche w Motuece, poznalismy ciekawych ludzi i nadeszla chwila kiedy spotkalismy sie z rodzina Agnieszki, akutalnie podrozujaca po Nowej Zelandii.
Po pierwsze chcielibysmy Im bardzo podziekowac: ze chcieli nas ze soba zabrac i dzielic swoj samochod, ze przemycali nas do roznych hoteli i moteli, ze moglismy zobaczyc ogromny kawal poludniowej wyspy, pogadac po polsku i razem sie posmiac.
Ale od poczatku.
Z Nelson pojechalismy przez Punakaiki, gdzie znajduja sie Pancake Rocks. Niesamowite skaly, ktorych warstwy wygladaja jak ponakladane na siebie nalesniki. Ciekawa sprawa. W miedzyczasie wykapalismy sie w oceanie i zobaczylismy z niezwyklej perspektywy jak tworza sie morskie fale.
W Hokitika zobaczylismy ptaki kiwi – symbol Nowej Zelandii. Co prawda bylo to cos na ksztalt zoo, ale i tak bylo warto. Kiwi generalnie zeruja i poruszaja sie w nocy, a na ich widok mozna sie jedynie smiac. Dwie kulki (cialo i glowa), nogi i dziob jak slomka. Agnieszka po partyzancku zrobila zdjecia, a jak to wyszlo zobaczcie w galerii (kara za robienie zdjec 500$!!).
Miejscowosc Franz Josef, u stop lodowca o tej samej nazwie przywitala nas piekna pogoda. Tutaj czekala na nas wielka atrakcja – lot nad Alpami Poludniowymi. Widzielismy Aoraki/Mt. Cook – najwyzsza gore NZL, Mt. Tasman, kilka lodowcow i wielkie doliny. Z lotu ptaka robi to ogromne wrazenie. Wieczorem poszlismy jeszcze do czola lodowca Franciszka Jozefa.
Kolejny dzien to rzut oka na lodowiec Fox;a i dalsza droga przez przelecz Haast i Wanaka do Queenstown. Po drodze, jak kazdego dnia, piekne wodospady, olbrzymie jeziora i duzo widokow, ktore w tym natloku zapamietalismy tylko dzieki zdjeciom.
Queenstown – nowozelandzkie Zakopane. Mekka sportow ekstremalnych, miejsce narodzin skokow bungy i setki mozliwosci na zwiekszenie poziomu adrenaliny. Samych miejsc gdzie skacze sie na bungy jest kilkanascie, do tego paralotnie, lot pod helikopterem, rowery gorskie, zeglarstwo, nurkowanie, narciastwo itd.
W okolicach podobno produkuja bardzo dobre wino – slowem raj na ziemi.
Co prawda w zwiazku z polozeniem miasta ceny wszystkiego sa znacznie wyzsze niz na polnocy, ale takie ich prawo.
To wlasnie w Queenstown, Ola, kuzynka Agnieszki leciala na paralotni, a my zjezdzalismy specjalnymi saneczkami w dol betonowego toru. Tam tez odwiedzilismy lodowy bar Minus 5. Wejscie jest platne, ale w cenie dostalismy specjalne kurtki , buty i rekawiczki, a to wszystko po to, zeby chronic nas przed temperature w srodku. Przy wejsciu ostrzezenie od barmana – szklanki z drinkami podnosimy zawsze dwoma rekoma. Powod? Sa zrobione z grubego lodu. W srodku tylko podloga i sufit nie byly z lodu. Poza tym sciany, krzesla, kanapy, bar, polki i rzezby to czysty lod. To naprawde cos innego, szczegolnie, ze na zewnatrz chodzimy w krotkich spodenkach.
Z Queenstown pojechalismy do Te Anau i dalej do Milford Sound – fiordu nazywanego osmym cudem swiata. Mimo, ze caly dzien padalo I bylo pochmuno to widoki zapieraly dech w piersiach. To wlasnie zasluga deszczu, bo po scianach dolin lecialy setki wodospadow. W samym fiordzie wialo bardzo mocno, ale dzieki temu zobaczylismy to miejsce w innym swietle niz na cukierkowych pocztowkach.
Kolejny dzien spedzilismy w Dunedin, ktore szczyci sie mianem najbardziej studenckiego miasta w Nowej Zelandii. Atrakcja dla nas byl polwysep Otago, gdzie mozna zobaczyc niebieskie pingwiny (jedne z najmniejszych) i albatrosy. Pingwiny my z Agnieszka sobie odpuscilismy (lekki uraz po AntarktydzieJ, a albatrosy… nie bylo ich widac, bo zlaly sie z mgla.
Z Dunedin pojechalismy do Moeraki, gdzie na brzegu leza Moeaki Boulders – wielkie okragle kamienie. Podobno to kawalki wapienia wokol ktorych przez 60 mln lat nagromadzila sie gruba warstwa innych mineralow. Ciekawe, ale podobno robia wieksze wrazenie w czasie przyplywu.
Dalej dotarlismy do Mt. Cook Village, u stop gory, na ktore Sir Edmund Hillary trenowal przed wejsciem na Everest. Maoryska nazwa Mt. Cook to Aoraki i wszystkie nazwy pisane sa Aoraki/Mt. Cook. Widocznosc byla swietna, a odbicie w jeziorze niesaleko gor bylo piekne.
Nastepnego dnia przez jezioro Tekapo dojechalismy do Christchurch. Tam po ostatnim juz ;waletowaniu; w hotelu pozegnalismy rodzine Agnieszki i ruszylismy do Kaikoury. Kiedy Agnieszka zapytala dziewczyne z hostelu czy jest szansa na zobaczenie delfinow, odpowiedziala: Jasne. Dzisiaj widzialam jakies 40 z balkonu… Zatkalo nas. Wiedzielismy, ze to miejsce slynie z delfinow, wielorybow i fok, ale zeby bylo az tak latwo. Nastepnego dnia mimo zlej pogody poszlismy na plaze i po 5 minutach pojawily sie. Na poczatku tylko kilka, ale z kazda chwila coraz wiecej. W koncu na zdjeciu doliczylismy sie ponad 30 w jednym tylko miejscu. Skakaly, bawily sie i wygladaly jakby w ogole nie sprawialo im to zadnej trudnosci.
Zadowoleni pojechalismy do Blenheim, gdzie czekal na nas rower i troche bagazy. Kiedy szlismy do hostelu przed nami stanela Jana, Czeszka, ktora poznalismy w czasie pracy. Mieszka tu tez jej chlopak Lukas i jego brat Alex. Od razu zaproponowali, ze mamy spedzic noc u nich. Bardzo sie ucieszylismy tym bardziej, ze rower przechowywalismy wlasnie u nich. Pojechalismy jeszcze zobaczyc Blenheim, zjesc tradycyjne lody w Seymour Park (2 litrowe) i odebralismy nasze rzeczy. Wieczorem rozmawialismy o Nowej Zelandii i pokazywalismy zdjecia. Wszystko po polsku-czesku, bo oni sa z Ostravy, a polski znaja bo ogladali Czterech PancernychJ
Wczoraj od rana udalo sie nam sprzedac nasza Zlota Strzale. Nie bylo nam latwo rozstawac sie z naszym tandemem, ale koszt sprowadzenia go do Polski bylby zbyt duzy. Dostalismy dobra cene, a w sprawach platnosci I przelewu pieniedzy pomogla nam ciocia Agnieszki, ktora mieszka w Wellington, gdzie wlasnie jestesmy.
Z Blenheim bez problemu pojechalismy stopem do Picton, kupilismy bilety na prom i znowu jestesmy na polnocnej wyspie. Pogoda sie popsula, bo jesien idzie, ale te 10 dni, ktore zostalo nam w Nowej Zelandii chcemy mocno wykorzystac.
Na zakonczenie zapraszamy do ogladania zdjec (6 nowych galerii) i prosimy o wrazenia (szczegolnie dotyczace zdjec czarno-bialych).
Pozdrawiamy
Hello, possibly this post is not on topic but in any event, i’ve been browsing around your site and it looks very neat. It is easy to see I’m making a new blog and struggling to have it appear great, and supply excellent content. I have discovered a much here and I look forward to additional updates and will be back.
It is a great viewpoint to get your looking its best by making use of in order that please leave me feedback in the comments of this story.
My primary goal is to help groupies with.
There could be nonentity author for children than the joy of “Eidee,” the flyspeck cash that elders resign to juniors on Eid.
Very well done mate. I agree most of what was written right here and this would make myself wanna return to your blog! Saved!
The moment I found this was like wow. Thank you for putting your effort in writing this article.
Universally dejected and having wares thoughts almost comfy blankets
Hi Elisha,You get all this wrong! In the last post you can see the right explanation in details.
liked this post.
Good article, thank you! Can you tell us about the third paragraph in more detail?
Awesome post man, thanks for sharing
Hey! Where is your rss link? I woul like to subscribe.
Freaks told me that I should watch my spelling but I could say this is a timely issue.
Nice post….plz help me i also want to post here….
I admire your web page , it has of lot of information. You just got one perennial visitor of this blog.
It only goes to show where there’s will there’s a way. Keep on trying. – There is always room at the top. Daniel Webster 1782-1852: on being advised against joining the overcrowded legal profession (attributed)
Doing some browsing and noticed your website appears a bit messed up in my K-meleon internet browser. But fortunately hardly anyone uses it any longer but you may want to look into it. – I like children. Properly cooked. – W.C.Filelds 1880-1956
Came clueless, left worried. Thanks for the post. – If a program is useful, it will have to be changed. Attributed to Laws of Computer Programming
Cheers for this blog post, it was great to read.
It only goes to show where there’s will there’s a way. Keep on trying. – Last week I stated that this woman was the ugliest woman I had ever seen. I have since been visited by her sister and now wish to withdraw that statement. – Mark Twain 1835 – 1910
EvakynHugghic Football orrinneuba Watch Football Online Free bonnyBocquec RonReme armekoRoever
Excellent work there. signed up to your rss feed!
Hi i’m fresh to this. I hit upon this chat board I find It exceedingly useful and its helped me loads. I should be able to contribute and guide others like it has helped me.Thanks, See Ya Around
Hey this is a excellent blog I should declare. even though i do not reach agreement with every one of the things talked about here I do be in agreement with a good number of the thigs. Nice blog will visit again. Thanks
Very good blog, lots of valuable details.
Hell yeah, this post is really what I am looking for. I am really lucky today. Thank you admin!
Just proves the old adage. It’s an ill wind that blows no good. – As the poet said, ‘Only God can make a tree’ — probably because it’s so hard to figure out how to get the bark on. – Woody Allen Born 1935
Hey this is a fantastic blog I ought to own up. even though i do not agree with every one of the things pointed out here I do reach agreement with most of the thigs. Nice blog will visit again. Thanks
Hi there could I use some of the material from this blog if I provide a link back to your site?
I do not understand until the end of what exactly is written here, because I are not aware English so well. You’ll be able to write it more clearly?