Listopad w górach

Chcieliśmy dobrze a wyszło jak zawsze – -mieliśmy pisać, a tu nic. Dostaliśmy już nawet informacje od znajomych, że “nic nowego nie piszecie”, “brakuje zdjęć” itd.:) No to się poprawiamy.

Dwa ostatnie weekendy spędziliśmy w górach. Na pierwszy rzut poszły Tatry. Miał to być wyjazd nastawiony na przypomnienie sobie technik chodzenia w rakach, zabawy z czekanami itd. Obładowani całym sprzętem zimowym czekaliśmy na dworcu kiedy nagle spotkaliśmy Maliego – dawno niewidzianego kumpla z liceum. Okazało się, że też jedzie w Tatry, ale raczej wspinać się. Pogadaliśmy i każdy rozszedł się w swoją stronę.

Pani aksamitnym głosem zapowiedziała, że ” pociąg ze Szczecina do Przemyśla, planowy odjazd godzina 23:40 będzie opóźniony o 10 minut”.

Nie dodała jednak magicznego “jednocześnie informujemy, że opóźnienie może ulec zmianie”, więc nie było najgorzej. Tłum na peronie był tak gęsty, że planowaliśmy już 12 godzin między kibelkiem, a wyjściem. Czekając na pociąg ponarzekaliśmy z Malim, że PKP to porażka i że wiedząc o tłumach powinni podstawiać więcej wagonów. Mali w pewnym momencie stwierdził, że będzie zbierać na samochód i skończy z pociągami. Na to Agnieszka – “Ale przecież my mamy samochód”. Szybkie liczenie jak wyjdzie taniej, sprint do kasy żeby oddać bilety i po 15minutach byliśmy w mieszkaniu, tylko po to, żeby wziąć kluczyki i dokumenty. Już w Poznaniu wjechaliśmy na polski “highway” i po niecałych 7 godzinach zameldowaliśmy się pod siedzibą TOPRu w Zakopanem.

No i tu lekkie rozczarowanie – przywitało nas słońce i … góry totalnie pozbawione śniegu. Uczucia mieliśmy mieszane – z jednej strony miło, ciepło i sympatycznie, a z drugiej przyjechaliśmy tu żeby zaznać zimowych gór. Przez 4 dni przeszliśmy trasę Murowańca do Doliny Chochołowskiej, zaliczając po drodze Świnicką Przełęcz, Kasprowy, Kopę Kondracką, Ornak, Starorobociański, Trzydniowiański, Grzesia i Rakoń. Szczególnie ostatni dzień był dość intensywny bo trasę przewidzianą na ponad 5 godzin zrobiliśmy w trzy. Dalej tylko zejście “betonową doliną” (Chochołowską) i powrót do Poznania. Wracaliśmy we czwórkę, bo leżąc na podłodze w schronisku na Hali Ornak poznaliśmy Pawła, który studiuje w Poznaniu i akurat wracał we wtorek.

Pogoda była zróżnicowana: od kompletnej bieli i silnego wiatru, przez huraganowy wiatr, który przestawiał nas na szlaku, po zupełną ciszę i słońce. Mieliśmy też tragikomiczną sytuację, kiedy we mgle schodziliśmy z Kopy Kondrackiej dziewczyna w płaszczyku i skórzanych kozakach ze skóry zapytała mnie: “A to jeszcze daleko do tej kolejki?”. Zgłupiałem i pytam tak jakby kolejek w Tatrach było na pęczki : “Do której? Tej na Kasprowy?”. “No tak”. “No kawałek jest. 20 minut na górę, potem 15 zejścia i jeszcze godzina czterdzieści na Kasprowy” – odpowiedziałem. “Ojej, ojej, tak daleko? Kaziu co my robimy? No, nic trzeba iść” … Zaznaczam, że Kaziu był przygotowany nie lepiej niż jego wybranka serca. Mam tylko nadzieję, że nic im się nie stało.

No i jeszcze jedna sytuacja. Drugiego dnia podchodzimy z Murowańca na Kasprowy i już na górze słyszymy (godz. 10 rano) “Mama, daj jakaś kasę”, “A po co ci?”, “No głodny jestem, jakaś pizzę bym zjadł”, “No poczekaj chwile, za 3 minuty wszyscy pójdziemy”, “No ale ja sobie teraz tylko taką małą zamówię” :)

W Poznaniu spędziliśmy tylko 3 dni i wyjechaliśmy w Karkonosze z ekipą z liceum i znajomymi ze studiów. Z 17 osób pojechało w końcu 10, ale jakoś sobie poradziliśmy:) Nam udało się prawie spóźnić na pociąg (Marta obudziła nas telefonem o 2:35, a pociąg odjeżdzał o 2:53), ale poźniej poszło już gładko. Pogoda mocno barowa (mgła, wiatr i deszcz), ale przecież nie zawsze trzeba chodzić po górach. Naszą bazą była SAMOTNIA. Na całe szczęście możemy się tam jeszcze pokazać w przyszłości:) Z wyjazdu powstał nawet film, ale ten będzie udostępniany tylko na specjalne zamówienie (wnioski z uzasadnieniem prosimy kierować na nasz adres:) )

Teraz znowu jesteśmy w Poznaniu, ale już za 2 tygodnie jedziemy na narty. Co wieczór odprawiamy modły w temacie naśnieżania i mamy nadzieję, że jakoś to będzie.

Na koniec zapraszamy do oglądania zdjęć z Tatr.

63 Responses to Listopad w górach

  1. I may be having a wrong-headed notion relevant to it.

  2. This really took off like a bat out of hell.

  3. Hiya, I was reading one more thing about this on another blog. Interesting. Your perspective on it’s diametrically contradicted from what I read earlier. I’m even now pondering on the opposite things of view, but I’m leaning to a beneficial extent toward yours. And irrespective, that may be what’s so perfect about modern-day democracy and the industry of ideas online.

  4. Arminda Ngov says:

    Now you’re beginning to get into it.

  5. Shon Framer says:

    Super! Not that this would preclude using.

  6. Dave Bondy says:

    If you do, be sure to help me get the word out in order that nitpickers heartlessly believe that it’s OK to ignore for now.

  7. It seems this is turning a deaf ear to this enlargement.

  8. OK, you basically comprehend what you’re getting out of that.

  9. Grady Hufty says:

    Can somebody else feel a fondness for like I do?

  10. Bookmarked, I love your blog! :)

  11. Great read, I would say! You’ve probably wrote the greatest on this topic very very well.. =)

  12. I expect that is quite serious.

  13. kanemanikk Watch NFL bionBao Watch Live Football Vaneirner ReebRezze kubaAchurcz

Szukasz czegoś?