Oslo, Jotunheimen i chwila slawy:) czyli Norwegia czesc 1
23rd lipiec, 2009 | z domu | 14 komentarzy »
Minęły już prawie dwa tygodnie naszej podróży poślubnej po Skandynawii. Dwa tygodnie niesamowitych wrażeń, pięknych widoków, zmiennej pogody i niespodzianek.
Z Poznania wyjechaliśmy w czwartek 9 lipca. Wszystko szło gładko do Skwierzyny, gdzie jakaś miła pani nie wyhamowała w porę i wjechała nam w tył samochodu… Kilka ciepłych słów pod nosem, zablokowane drzwi Agnieszki i pierwsza myśl – czy będziemy mogli jechać dalej. Po chwili okazało się, że drzwi były zablokowane, bo wcześniej je zamknęliśmy od środka, a samochód nadaje się do dalszej jazdy (dobra japońska technologia:). Spisaliśmy wszystkie potrzebne dane i pomknęliśmy do Świnoujścia. Tym samym limit pecha został wyczerpany na cały nadchodzący miesiąc.
Rejs do Ystad minął bez zbędnych emocji i od wczesnego ranka jechaliśmy w stronę Oslo. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w deszczowym Goteborgu, aż w końcu po południu byliśmy na miejscu. W Oslo zaopiekowali się nami znajomi rodziców Agnieszki. Sprawili, że poczuliśmy się jak w domu i mieliśmy świetną bazę wypadową do zwiedzania miasta i okolic. Jeszcze pierwszego dnia pojechaliśmy rowerami na teren budowy nowej skoczni Holmenkolen. Kilkanaście kilometrów
podjazdów i zjazdów i piękne widoki. Na obiad zjedliśmy świeżo złowione krewetki – pycha!
Oslo zwiedzaliśmy tylko na rowerach. Byliśmy w muzeum statku FRAM, na którym Amundsen płynął na Antarktydę, w muzeum Kon-Tiki, czyli miejscu opowiadającym o wyprawach Thora Heyerdala na tratwach Kon-Tiki, Ra I, Ra II i Tigris. Te wszystkie historie jeszcze bardziej rozbudziły naszą wyobraźnię do kolejnych podrózy.
Muzeum łodzi wikingów, nowy budynek opery i zamek królewski to kolejne miejsca, które odwiedziliśmy w stolicy. Byliśmy też na spacerach i przejażdżkach rowerowych na północ od centrum. Te wszystkie miejsca spowodowały, że naprawdę spodobało się nam.
Po 3 dniach w Oslo pojechaliśmy do parku narodowego Jotunheimen. Nazwa ta oznacza Domy Olbrzymów. Na terenie parku znajduje się ok. 200 szczytów powyżej 2000 m.n.p.m. Samochód zostawiliśmy na parkingu w Gjendesheim nad brzegiem jeziora Gjende. Drugiego dnia, po podejściu ponad 1600 metrów w pionie zdobyliśmy drugi co do wysokości szczyt Norwegii – Glitertinden (2462 m.n.p.m.). W czasie zejścia miałem jakaś dziwną zapaść energetyczną i snułem się w dól w tempie 200 kroków i 20 głębokich oddechów. Pierwszy raz przydarzyło mi się coś takiego i zdecydowanie nie polecam. Cały dzień chodzenia trwał dla nas 11 godzin i był naprawdę emocjonujący. Wejście na Galdhoppingen (najwyższy szczyt) odpuściliśmy, bo siostra naszej koleżanki pracująca w schronisku w stóp tej góry powiedziała, że Norwegowie nie chcą tam chodzić bo jest zbyt łatwo i zbyt nudno. Zamiast tego poruszaliśmy się głownie dolinami otoczeni przez strzeliste szczyty oraz stawy i jeziora. Śniegu w Jotunheimen, pomimo połowy lipca, było całkiem sporo, a niektóre stawy były w całości zamarznięte. Pogoda generalnie dopisywała, bo padało tylko przelotnie albo w nocy. Przedostatniego dnia doszliśmy do Bessegen – grani, która oddziela dwa jeziora – ……… i Gjende. Niesamowite jest to, że Gjende leży 400 metrów poniżej. Na Bessegen widzieliśmy też piękne tęcze, które sprawiły, że Jotunheimen zapamiętamy naprawdę dobrze.
Po sześciu dniach w górach spotkaliśmy się z rodzicami Agnieszki i ich znajomymi w iich hyttcie – domu w górach. Położony przy wijącej się 10 km od głównej drogi szutrówce, niedaleko dwóch jezior robił ogromne wrażenie. Tam też doszliśmy do siebie, wzięliśmy prysznic i po całym dniu odpoczynku ruszyliśmy dalej.
Ważna informacja – zaczęło padać… Jechaliśmy w raz lżejszym, raz mocniejszym deszczu aż do Geiranger. Po drodze zaliczyliśmy wjazd na Dalsnibba –punkt widokowy na wysokości 1500 m.n.p.m. Widoki były, ale lekko przesłonięte – chmurami i deszczem. Geiranger leży nad Geirangerfjordem – podobno najpiększniejszym na świecie, wpisanym na listę UNESCO, jedynym i niepowtarzalnym. Nam niestety nie było dane przekonać się o tym. Ciągle padający deszcz i obniżające się chmury skutecznie wybiły nam z głowy widokowy rejs statkiem czy wynajęcie kajaków. Kolejnego dnia wspinając się Drogą Orłów, a później zjeżdżając tzw. Drogą Trolli (Trollsteigen) nie widzieliśmy na więcej niż 100-200 metrów. Były momenty przejaśnienia, ale cały czas padało…
Myśleliśmy, że może piękno Kristiansund spowoduje, że humory trochę się nam poprawią, ale … nadal padało, a zmoknięte i wyludnione miasto niczym nie przypominało tego o czym mowa w przewodnikach. W tej sytuacji jechaliśmy dalej do Trondheim. Tutaj należy opisać drogowe realia w Norwegii – średnia 60-70 km/h to wszystko co można zrobić. Kiedy dodamy do tego jazdę góra-dół, lewo-prawo i deszcz robi się mało ciekawie. Po szalonym poszukiwaniu kempingu trafiliśmy na jakiś o 22:59! – minutę przed zamknięciem. Rozbiliśmy namiot, zjedliśmy coś i rytmie kap-kap-kap poszliśmy spać.
Rano (ok. 10) – nie padało już – usłyszeliśmy głosy przed namiotem. „Hello, can we talk with you?”. Wychyliłem się z namiotu, a tam jakieś dwie dziewczyny, jedna z notesem, druga z aparatem. Okazało się, że są z miejscowej gazety i chcą zrobić z nami wywiad! Byliśmy jedynymi osobami na kempingu śpiącymi w namiocie w dniu kiedy… UWAGA… w Norwegii odnotowano największe w lipcu opady w historii! Czyli nasz gorszy dzień był całkowicie uzasadniony. Chciały dowiedzieć się, czy nie myśleliśmy o wynajęciu domku, skąd jesteśmy, gdzie jedziemy itd. Porobiły trochę zdjęć. Niesamowita historia!
Po tak optymistycznym poranku i chwili sławy zwiedzaliśmy Trondheim. Katedra Niadros, Pałac Arcybiskupi, małe kolorowe domy, wąskie uliczki i przyjaźni ludzie. Wszędzie można odczuć atmosferę jakiegoś spokoju i luzu. Deszczu nie było, ale pojawił się wiatr, który nie zachęcał do zbyt długich spacerów.
Zaczęliśmy jeden z dłuższych przelotów na trasie. Trondheim do Bodo – prawie 800 km. Oczywiście nie pędzimy cały czas, tylko zatrzymujemy się żeby coś ugotować, podziwiać widoki, a kiedy doszliśmy do wniosku, że kemping jest nad ładną rzeką to po prostu tam spaliśmy.
Jechaliśmy też drogą nr 17 – tzw. Drogą Wybrzeża. Piekne widoki, wyrastajace co chwila gory i wszechobecna woda w postaci jezior, fiordow i oceanu.
Jestesmy juz w Bodo. Na kempingu spotkalismy Polakow, ktorzy tam pracuja, wiec moglismy bezpiecznie zostawic samochod. Rowery spakowane, za 1,5 godziny mamy prom do Moskenes i ruszamy w rowerowa podroz po Lofotach.
Niestety cos jest nie tak z komputerem w kafejce i nie mozemy wrzucic zdjec. W zwiazku z tym prosimy o troche cierpliwosci.
Zdjecia i wiecej informacji po powrocie!
no to gratuluje podrozy!:) ja czekam na zdjecia i relacje na zywo w …mam nadzieje ze w Polsce:) pozdrawiam
Hej Agnieszko i Jacku,
Nareszcie Mamusia Wiesia, moja kochana siostra zreszta, dala mi cynka, ze mimo klopotow z technologia juz sie publikujecie. Tak trzymac! Ciekawi jestesmy!
Tez bym z wami wywiad zrobila, bo to moze by wyjasnilo pewne rodzinne skrzywienia. Do dzisiaj uwazamy, ze nasze wyprawy na camping da Lake Jocsaassee gdzies w okolicach od listopada do lutego, gdy musielismy zawsze skrobac rano lod z samochodow i motorowki i myc naczynia a lodowatej wodzie, naleza do naszych najwspanialszych wspomnien. Ponadto musze zaznaczyc, ze tego rodzaju luksus chlodu jest u nas zawsze wielka atrakcja. Jestesmy zmeczeni tym naszym latem w South Carolina. Filip, wasz zreszta osobisty kuzyn, ktory was serdecznie pozdrawia wraz z wasza starsza i tez osobiska kuzynka Agnieszka, byl 9 dni w domu, ale juz wrocil do NY. Przy czym w NY wcale nie jest lepiej. Nasz/Filipa ukochany piesek Boris lysieje od upalu na amen, a my jestesmy spaleni na wiorek mimo kremow z filtrami. Jedyna pociecha jest to, ze mozemy plywac do oporu i to jest po prostu wspaniale.
Prosimy o dalsze relacje z tej niezwyklej jak i z kazdej nastepnej (jestem pewna, ze beda nastepne) waszej podrozy. Pozostajemy wierni z sledzeniu waszych wszystkich poczec i dokonan.
Jestescie dzielni i dodajecie nam wszystkim skrzydel. Tak sobie mysle, ze chyba was wiec potrzebujemy Wrobelki!!!! By the way, na tym waszym slubie wygadliscie rakietowo! Byliscie po prostu szczesliwi i sliczni (wybacz Jacek) dziekujemy a to, ze bylismy tymi szczeliwcami, ktozy mogli tym momencie waszego zycia uczestniczyc.
To oslodzilo nawet blisko 3o godinna podroz z powrotem do domu.
Jestesmy bardzo z was dumni,
Coicia Kasia i Ferajna
YAutKr akuuemjwbvyd, [url=http://swffnkibalqa.com/]swffnkibalqa[/url], [link=http://ezckpywuchhi.com/]ezckpywuchhi[/link], http://xazlkhcahohp.com/
8g3bIM fmnghlljvcbp, [url=http://tcefdbgxylaz.com/]tcefdbgxylaz[/url], [link=http://wiqulmssfvob.com/]wiqulmssfvob[/link], http://hxtvgrlnqmkc.com/
cOlpQf bwwphlceujnz, [url=http://dvzcarvmjimj.com/]dvzcarvmjimj[/url], [link=http://fbisetuvcgjo.com/]fbisetuvcgjo[/link], http://vefzxgpvgvvz.com/
Searching for this for some time now – i guess luck is more advanced than search engines
Good day, Wonderful site, where did you come up with the info in this summation? Im glad I found it though, I will be checking back soon to see what other articles you have.
I am grateful to obtain observed this site. Preserve up the good postings.
Hello! I have understand some of one’s post below and found it intriguing and it makes a whole lot of sense. Plus i adore your theme here. Thumbs up! Retain on sharing!
What a super blog! to much info and a very short life hehehehe keep it up, good work
great article! ill be linking back! do you mind if i share this?
Hmmm for some reason only half the posting may be seen. I tried reloading but still exact same.
I noticed this on page 16 in the search engines and that is really a shame. I am hardly any pro still what you’re publishing right here makes sense. Far more people today should really be aware of it.
What is there to say Amazing yet one more great story. So can spot your personal stance . Always makes a difference I witness so much composed by professionals who should try to stay well away from a computer keyboard.Maintain the first-rate content