pozegnanie z Ameryka Poludniowa i Nowa Zelandia (w koncu:)

Wigilia w Ushuaia. Od rana Luca i Izabel, wlasciciele hostelu, w ktorym mieszkalismy przyrzadzali niestworzone ilosci jedzenia. My zabralismy sie do krojenia warzyw, ktore potrzebowali do makaronow, salatek i innych potraw. Ze wzgeldu na to, ze Luca jest wlochem przewazaly makarony. Jedno danie, na zimno zrobil z 2kg makaronu, druga pasta al horno (dwie warstwy makaronu, przeplatene z pulpetami, dwoma sosami – wszystko razem zapieczone), na cieplo z 1,5kg.

Poza tym gotowane, a pozniej smazone warzywa, salatki i grill (parilla), ktory mial swoje zaszczytne miejsce na ulicy:) Byl zrobiony z beczki na nozkach, tak by naraz mozna bylo polozyc duza ilosc miesa. Pablo, rodowy Argentynczyk, byl odpowiedzialny za odpowiednie przyrzadzenie stekow, z ktorych Argentyna slynie.

W miedzyczasie, gdy juz wiekszosc chodzila nerwowo kolo jedzenia, pobieglismy na spotkanie z Rodzicami na skypie. Pomimo poczatkowych problemow technicznych wszystko sie udalo. Jacka chrzesniak grajac na organkach spiewal koledy, a my dzielilismy sie oplatkiem. Po spotkaniu przed komputerem wrocilismy do hostelu, by zaraz rozpoczac Wigilie. Bylo ponad 25 osob, w skladzie: 3 osobowa rodzinka z Wloch, Kanadyjczycy, Holendrzy, Wlosi, Francuzi, Belg, Hiszpanie, Australijka, Argentynczyk, Anglik, Niemcy i my. W hostelu mieszkali takze Izraelczycy, ale ze wzgledu na to, ze nie obchodza Swiat, nie chcieli z nami usiasc przy stole.

O 21 rozpoczelismy Wigilie. Po calym dniu wpatrywania sie w przygotowane jedzenie wreszcie nadszedl czas na jego spozycie. Wszyscy sie na nie rzucilismy, tak ze po chwili ledwo moglismy sie ruszac. W ramach zgrania calej Wigilijnej ekipy postanowilismy zrobic grupowe zdjecie przed hostelem. Smiechu bylo co nie miara, bo bylo kilkanascie aparatow poustawianych po drugiej stronie ulicy, po czym odbywaly sie gromkie krzyki: ;run faster, faster; i caly tlum biegl z powrotem pod hostel by ustawic sie i pozowac do zdjec. Po kilku probach udalo sie wszystkim dobiec na miejsce i mamy fajne pamiatkowe zdjecia.

(w Wigilie przed naszym hostelem w Ushuaia, Argentyna)

Luca i Izabel przygotowali 4 prezenty, ktore dostaly wylosowane osoby. Mozna bylo wygrac 2 szampany, jedna noc w hostelu za darmo i kubek do yerba mate z wygrawerowanym napisem Cruz del Sur (nazwa hostelu). Martin, Argentynczyk, ktory pierwszy wygral szampana, postanowil sie podzielic nim ze wszystkimi, ale w bardzo niekonwencjonalny sposob. Najpierw kilka razy nim potrzasnal podczas wybierania, a pozniej otworzyl, przy czym ucierpial caly hostel oraz my…W szczegolnosci ja, bo nie wierzylam, ze Martin zacznie nas oblewac. W momencie gdy Jacek juz schowal sie za sciana, mi pozostalo schowanie sie za malym taboretem ,ktory zdecydowanie nie uchronil mnie od przemoczenia!

Bawilismy sie do 3, bo nastepnego dnia mielismy lot do Buenos Aires. Ostatni zladowali do hostelu ok. 10 rano:) Byly to Swieta jedyne w swoim rodzaju i na pewno niezapomniane!

Nastepnego dnia rano musielismy sie spakowac i wyjechac z Ushuaia…Nie bylo tak latwo. Pomimo, ze wiele osob twierdzi, ze nie ma tam zbyt wiele do robienia i wystarczy pojechac  na 2 dni,  po 8 dniach niesamowicie zaprzyjaznilismy sie z wieloma osobami i polubilismy miasto na koncu swiata. Pozegnalismy sie jak z Rodzina. Luca zamowil dla nas taxowke by w poludnie po raz ostatni w najblizszych latach przejechac przez miasto i udac sie na lotnisko.

Po poludniu dolecielismy do Buenos Aires. Bylismy tam dokladnie 5 miesiecy i 10 dni wczesniej, pierwszego dnia naszej podrozy dookola swiata. Zastala nas sliczna pogoda, wraz z parzacym sloncem. Busem dojechalismy do hostelu, w ktorym zatrzymal sie Kamil. Akurat leczyl sie yerba mate po Wigilii, ktora dla niego skonczyla sie bardzo pozno…a moze mozna powiedziec, ze w ciagu dnia…:) Mimo naszego i Kamila zmeczenia poszlismy cos zjesc. Pozniej chodzac po miescie uslyszelismy glosne granie na bebnach. Poszlismy w ich strone i zobaczylismy ok. 200 – 300 osob idacych po ulicy Buenos Aires tanczycych w rytm samby. Cos niesamowitego. Rozpietosc wiekowa byla od kilku to kilkudziesieciu lat. Bylo to spontaniczne wyjscie kilkunastu osob grajacych na bebnach, do ktorych stopniowo dolaczali kolejni. Tlum przesuwal sie powoli do przodu, przechodzac przez kolejne skrzyzowania, tym samym blokujac przejezadzajace samochody. Mysle, ze wlasnie to jest Buenos Aires. Duza stolica, ale ciagle z klimatem, gdzie kilkanascie osob, moze porwac do tanca przechodniow, blokujac drogi, bez zadnej obstawy policji, zezwolen…:) Nie doszlismy do konca trasy bebniarzy i wrocilismy wczesniej do hostelu. Kolejnego dnia czekalo nas zwiedzanie Buenos i przede wszystkim zmiana kontynentu…

Od rana ruszylismy do La Boca – dzielnicy portowej, ktora slynie z kolorowych domow. Marynarze, ktorzy wracali do domu przywiozili ze soba resztki farby, ktora pozostawala im z malowania statkow. Wykorzystywali ja do malowania swoich domow, co powodowalo, ze prawie kazdy roznil sie kolorem. Teraz port w La Boca juz praktycznie nie istnieje, a sama dzielnica stala sie miejscem, do ktorej ciagna masy turystow. Pomiedzy roznokolorowymi budynkami jest pelno kafejek, przy ktorych tancza tango.

(La Boca – Buenos Aires)

Stamtad chcielismy wrocic do hostelu, ale wpadlismy na pomysl, zeby pojsc zrobic zdjecia na plac Libartador, na ktorym spedzilismy kilka pierwszych godzin w Buenos. Chcielismy zrobic zdjecie doskladnie w tym samym miejscu, w ktorym robilismy je pierwszego dnia podrozy. Jedno z bardziej charakterystycznych pierwszych zdjec w Ameryce Poludniowej to to, na ktorym stoje w czapce pod palma. Pomyslelismy, ze fajnie byloby zrobic kilka podobnych tuz przed wyjazdem z tego kontynentu, po pierwszych 5 miesiacach naszej podrozy! Mamy troche podzielone zdania do tego, pod ktora palma robilismy moje zdjecie, ale na wszelki wypadek zrobilismy pod oboma:)

Po poludniu juz powoli nie moglismy sie doczekac wylotu do Nowej Zelandii, dlatego na lotnisko dojechalismy 4h przed odlotem, po czym okazalo sie ze lot ma opoznienie 1,5 godziny. Ale to jeszcze nic takiego. Zjedlismy cos, po czym ze stoickim spokojem poszlismy odprawic bagaze. Po dojsciu do bramki, Pani z Aerolineas Argentinas powiedziala, ze musi  sprawdzic nasze paszporty, bo cos sie jej nie zgadza i mamy czekac. Po 20 minutach wrocila i powiedziala, ze potrzebujemy wize do Nowej Zelandii. Poczatkowo sie przestraszylismy, ale kategorycznie zaprzeczylismy temu i powiedzielismy, ze od maja zeszlego roku Polacy juz jej nie potrzebuja. Po chwili na nasze szczescie okazalo sie, ze maja blad w systemie i rzeczywiscie nie potrzbujemy wizy. Wyszla jeszcze raz i wrocila z kolejnym pytaniem – gdzie mamy bilet wyjazdowy z Panstwa Kiwi? My powedzielismy, ze nie mamy takiego, poniewaz chcemy znalezc jacht do Australii, a jesli nie to zarezerwowac bilet do Australii juz w NZL. Po chwili przyszla szefowa zmiany i powiedziala, ze nie mozemy wejsc na poklad samolotu, poniewaz wladze nowozelandzkie wymagaja biletu wylotowego. Nie wiedzielismy co zrobic. Poczatkowo chcielismy leciec do NZL i prosic na miejscu o pozwolenie na wjazd bez biletu wylotowego, ale Aerolineas Argentinas powiedzialy, ze nie moga nas wpuscic na poklad samolotu, poniewaz jesli wladze NZL nie wpuszcza nas, to linie lotnicze beda musialy za nas zaplacic 3000US$ oraz zabrac z powrotem do Buenos Aires na co oczywiscie nie mogly sie zgodzic. Bylismy w totalnej kropce. Chcielismy kupic bilet do Australii, ale potrzebujemy tam wize, na ktora czeka sie przynajmniej tydzien, do Singapuru tak samo. Najblizszym panstwem, do ktorego moglismy leciec bez wizy jest Tajlandia. Dlatego wlasnie kupilismy bilet na 24 marca do Bangkoku. W miedzyczasie rozmawialismy z konsulem w Wellington, zeby sie dowiedziec, czy nie bylo innego wyjscia niz kupno biletu wyjazdowego z NZL. Jeszcze dzwonilismy takze do ambasady w Canberrze, by upewnic sie, ze mozemy przeleciec tranzytem przez Sydney nie posiadajac wizy.

Po okazaniu wydruku kupionego biletu do Bangkoku Aerolineas Argentinas wpuscily nas 15minut przed odlotem na poklad i lecielismy!! Ilosc wykonanych przez nas dzialan myslowych siegala zenitu. Jesli tak sie buduje odpornosc na stres, to naprawde dobrze nam idzie. Wolimy nawet nie myslec, co by bylo gdyby samolot nie byl opozniony…

Ale to jeszcze nie koniec przygod z dolotem do Nowej Zelandii…Rano, juz po wyladowaniu, pilot powiedzial, ze wladze nowozelandzkie prosza o pozostanie pasazerow w samolocie. W tym momencie 3 policjantow podeszlo do nas i wyprowadzilo z samolotu. Mysleli, ze jestesmy przemytnikami narkotykow, poniewaz nie mieli na liscie naszych bagazy, i ze wybralismy sie z Argentyny do NZL tylko z malymi podrecznymi plecakami co wydalo im sie dziwne. Poza tym slyszeli ze mielismy w Buenos Aires problemy z wejsciem do samolotu…Po przejsciu przez urzad imigracyjny, w obstawie policjantow wyszlismy z lotniska i wreszcie moglismy odetchnac i stanac na nowym kontynencie!!!

Auckland – stolica zeglastwa;). Jest to najwieksze miasto w Nowej Zelandii. Mieszka tu 1,5 mln ludzi, czyli biorac pod uwage, ze na obu wyspach mieszka tylko 4 mln jest to naprawde duze miasto. Po dojechaniu do hostelu bylismy padnieci po ostatnich lotsniskowych przezyciach. Mimo to poszlismy na spacer w ramach przyzwyczajenie sie do 16godzinnego przesuniecia w stosunku do Argentyny ( do Polski 12 godzin). Pogoda nas zaskoczyla, bo nie jest bardzo cieplo. Za to czesto sie zmienia, od deszczu po upalne slonce w ciagu 40minut.

Port jest niesamowity. Jachty, ktore startowaly kilka lat temu w Pucharze Ameryki stoja w najbardziej prestizowym miejscu. Setki ludzi przychodza podziwiac wlasnie je oraz muzeum morskie, przed ktorym stoi (na brzegu) jacht z America;s Cup 1988 – gigantyczny, szczegolnie widziany od dolu.

Nad miastem goruje Sky Tower – wysoka wieza, ktorej glowna atrakcja jest mozliwosc skoku z 192 metrow – twarza w dol. Nie wyglada to dokladnie tak jak bungy, ale w oczach skoczkow widac mocno podniesiony poziom adrenaliny.

(Sky Tower – Auckland)

Drugiego dnia, w supermarkecie, spotkalismy Marcina – Polaka, ktory przyjechal do Nowej Zelandii z Nowego Jorku. Spotkalismy sie wieczorem i razem z Kacprem pokazali nam miasto, opowiedzieli o Nowej Zelandii i wielu innych rzeczach. Bylo nam milo, no i znowu spotkalismy na swojej drodze przyjaznych ludzi.

Sylweser u nas juz dzisiaj i za 12 godzin przywitamy Nowy Rok. Chcielismy wszystkim zyczyc zeby byl jeszcze lepszy niz poprzedni, szczesliwy i zeby wszyscy mieli marzenia i wierzyli w ich realizacje!

Pozdrawiamy z Auckland

27 Responses to pozegnanie z Ameryka Poludniowa i Nowa Zelandia (w koncu:)

  1. ffeowusgvqt says:

    P9YAKm syguahzstljb, [url=http://qsypdxszrgem.com/]qsypdxszrgem[/url], [link=http://iafzkdoqeyth.com/]iafzkdoqeyth[/link], http://acidqtsabusf.com/

  2. jsjdhc says:

    1ZeRYK tqgkidmzpzhn, [url=http://poaecvhowmay.com/]poaecvhowmay[/url], [link=http://tqiowslvntau.com/]tqiowslvntau[/link], http://acyhjftqbibt.com/

  3. The one trouble with flickr could be the ungodly behind tempo.

  4. We don’t want to understand another thing.

  5. Be ready to haggle on the price of.

  6. is best made with this fixture.

  7. Micha Bozich says:

    Like, whoa! You should Google.

  8. This would be the finest hour for if was a little more fair to this.

  9. was investigated by connoisseurs.

  10. In this specific installment, I’m going to show you the only thing you need to know respecting.

  11. I don’t suspect you have to do everything or rush into anything immediately.

  12. is as fundamental as itself.

  13. Todd Mcneff says:

    That should tantalize your senses.

  14. Kit Daulerio says:

    I may be a newbie, but I’m constantly reading pertaining to.

  15. It is expected for to be put into perspective.

  16. Maida Deprey says:

    is right on target.

  17. As you know, is the heart of the matter and planning your at the beginning is the first step.

  18. Rudy Ramesar says:

    Right on track here, but It can be extremely difficult.

  19. You ought to love it or leave this.

  20. It is how to develop experiences.

  21. The first thing you need to do is go to your local library and pick up a couple of books with reference to.

  22. Son Ocean says:

    Take this to heart, He who hesitates is lost.

  23. This is a fantastic way for scolding that.

  24. Let’s begin by nailing down these carefully crafted thoughts pertaining to.

  25. Val Oshea says:

    How can one be allowed to tell all about that idea that deals with in a typical way?

  26. Al Cropsey says:

    Most buy at a premium.

Szukasz czegoś?