Trasa

Tutaj znajdziesz mapę z trasą naszej podróży dookoła świata i opis trasy
Wyświetl większą mapę

Ameryka Południowa i Antarktyda
Podróż po Ameryce Południowej rozpoczęliśmy w Buenos Aires. Brzydka pogoda przegnala nas na polnoc w okolice wodospadow Iguazu. Stamtad pojechalismy na wyspe Santa Catarina, gdzie w wiosce Barra da Lagoa spedzilismy tydzien dochodzac do siebie po szalenczym roku przygotowan i nauki. Przez Kurytybe dotarlismy w Rio de Janeiro. Stolica karnawalu zwrocila nasza uwage szczegolnie poprzez favele – dzielnice biedy. Oczywiscie spacerowalismy po Copacabanie i Ipanemie, bylismy tez na Corcovado, ale mimo wszystko autentycznosc faveli, szczegolnie w nocy byla najbardziej fascynujaca. Po ponad 50-godzinnej podrozy autobusem dostalismy sie do Belem u ujscia Amazonki. Calkiem szybko znalezlismy sie na statku plynacym w gore jednej z najwiekszych rzek swiata. Szesc dni w hamakach pozwolilo nam na ogladanie zycia ludzi mieszkajacych nad jej brzegami. Dalej byla 3-dniowa wizyta w dzungli i sprawny skok do Wenezueli. W ojczyznie Boliwara nie zabawilismy dlugo, ale zrobilismy prawie tygodniowy trekking na szczyt Roraimy, gory granicznej pomiedzy Gujana, Brazylia i Wenezuela. Z Caracas polecielismy do stolicy Ekwadoru – Quito. W Ekwadorze zabawilismy ponad miesiac, ale najwieksze wrazenie zrobily na nas gory. Doszlismy pod wierzcholek wulkanu Imbabura (4650 m.n.p.m.), a takze probowalismy zdobyc najwyzszy aktywny wulkan na swiecie – Cotopaxi (5987 m.n.p.m.). Niestety jak to w gorach – w obu przypadkach plany pokrzyzowala nam pogoda. W ramach odpoczynku uczylismy sie surfingu w wodach Pacyfiku i ruszylismy na poludnie do Peru. Tutaj znowu poszlismy w gory. Czterodniowy trekking w Cordillera Blanca, z noclegami na duzych wysokosciach dostarczyl nam niesamowitych wrazen. Po krotki postoju w Limie na dluzej zatrzymalismy sie w Huacachinie – malej oazie posrod wielkich wydm, gdzie mozna uprawiac sandboarding (jazda na desce po piasku). Nastepnie ogladalismy z powietrza linie na plaskowyzu Nazca, odwiedzilismy Arequipe i plemie Uros, ktore zyje na plywajacych wyspach na jeziorze Titicaca. Stamtad pojechalismy do Cuzco i na Machu Picchu, ktore mimo swojego uroku i historii jest miejscem niesamowicie skomercjalizowanym. Nastepnym przystankiem bylo La Paz i szalenczy 70 kilometrowy zjazd rowerowy do dzungli, w dol The World’s Most Dangerous Road. Odwiedzilismy tez kopalnie srebra, cynku i olowiu w Potosi, a nastepnie przejechalismy samochodem przez slona pustynie (Salar de Uyuni) do Chile. W granicznym miesteczku San Pedro de Atacama podjelismy decyzje, ze sprobujemy poplynac na Antarktyde i po 3 dniach w autobusie znalezlismy sie w Ushuaia – najbardziej na poludnie wysunietym miescie na swiecie. W ostatniej chwili udalo sie nam zalapac na rejs i poplynelismy. 10 dni na Antarktydzie – jedne w swoim rodzaju. Przez nastepny miesiac krecilismy sie po Chile i Argentynie, dzielac czas miedzy chodznie po gorach (m.in. park narodowy Torres del Paine), zwiedzanie miast i jazde autobusami i autostopem. Po Swietach Bozego Narodzenia spedzonych w Ushuaia, przez Buenos Aires polecielismy do Nowej Zelandii.

Nowa Zelandia
Podróż po Nowej Zelandii rozpoczelismy od Auckland. W Rotorua kupilismy rower – tandem i cala wyspe polnocna przejechalismy wlasnie na nim. Dzieki temu poznawalismy ludzi i miejsca z zupelnie innej perspektywy. W Taupo skoczylismy z samolotu lecacego na wys. 5000 metrow – duza dawka adrenaliny. W Wellington (dokladnie w Lower Hutt) przyjela nas ciocia Agnieszki i dzieki temu poczulismy sie prawie jak w domu. Mila zmiana po 6 miesiacach podrozowania. Na wyspie poludniowej pracowalismy w winnicach i zwiedzalismy parki narodowe jezdzac przez wiekszosc czasu z rodzina Agnieszki, ktora przyjechala z Polski. Abel Tasman National Park zobaczylismy z pokladu kajaka, lodowce Fox’a i Franciszka Jozefa oraz Alpy Poludniowe z samolotu, a Milford Sound ze statku. Bylismy w mekce sportow ekstremalnych – Queenstown i Dunedin – akademickiej stolicy kraju. Dojechalismy do podnoza Aoraki/Mt. Cook (najwyzszego szczytu Nowej Zelandii), kilka dni pozniej siedzac na plazy ogladalismy stada delfinow w Kaikoura. Jeszcze na wyspie poludniowej sprzedalismy nasz rower i zaczelismy powrot do Auckland po drodze odwiedzajac jeszcze polwysep Coromandel i piekne plaze na polnocy. Pod koniec marca 2007, przez Austalie, polecielismy do Bangkoku.

Azja Południowo – Wschodnia (Tajlandia, Kambodza,Laos)
W Bangkoku zaopiekowala sie nami Nan – zona wujka Agnieszki. Dzieki niej znacznie latwiej radzilismy sobie w komunikacyjnym chaosie tajskiej stolicy. Po kilku dniach ruszylismy na polnoc – do Chiang Mai, miasta niedaleko Zlotego Trojkata. Tam tez poszlismy na 2 dniowy trekking przez tajska dzungle. Odwiedzilismy male wioski zaszyte w lesie, budowalismy bambusowe tratwy, jezdzilismy na sloniach, a wieczorem proponowano nam swiezo zabitego szczura i „moon chai” – miejscowa ksiezycowke. W drodze powrotnej pojechalismy do na plywajacy trag w Dumnoen Saduak i do Kanchanaburi, gdzie poznalismy historie kolei tajsko-birmanskiej i slynnego mostu na rzece Kwai. Stamtad przez Bangkok pojechalismy koleja do Kambodzy, a dokladniej do Siem Reap. To wlasnie tam rozrzucone sa swiatynie Angkor. Khmerski Nowy Rok (powola kwietnia) spedzilismy w Phnom Penh, a swietowanie dopadlo nas nawet na posterunku celnym na granicy z Laosem. Na malej wyspie Don Det w rozlewisku Mekongu podziwialismy wolny tryb zycia laotanczykow. Vang Vieng i okoliczne jaskinie oraz Luang Prabang byly kolejnymi przystankami w Laosie. Z powodu klotopow zdrowotnych do Bangkoku wrocilismy samolotem, ale juz 2 dni pozniej pojechalismy na Koh Tao – mala wyspke w Zatoce Tajlandzkiej znana ze swietnych warunkow do nurkowania. Po tygodniowym lenistwie wrocilismy do Bangkoku, a stamtad samolotem przez Dusseldorf do Poznania.